Kim był dla nas Roni? Rozczulająco bezbronny, nieporadny w miejskim gwarze i na wiejskich drogach wokół naszej ulubionej działki, a jednocześnie nasz wierny towarzysz witający tak samo przez tyle lat domowników wracających do domu – po godzinie a czasem po miesiącach czyjejś nieobecności. Roni nas łączył, gdy swoim zwyczajem wędrował między nami upewniając się, że to jego stadko trzyma się razem. Łączył nas, kiedy chorował i potrzebował naszej opieki – wynagradzając ją tymi rozczulającymi oczami cavaliera. Był wyrozumiały, jakby wiedząc, że należy do rasy wymagającej czułości, opieki i wytrwałości w tych wszystkich swoich psich kłopotach. Cieszył nas swoją obecnością długo jak na swoją rasę, bo ponad 14 lat. Zasmucił swoim odejściem w trudnym czasie pandemii, po wykorzystaniu wszystkich dostępnych terapii. Większość ludzi wierzy, że ich życie się nie kończy, ale się przemienia. Wiemy, że niektórzy nie podzielają tej wiary. Co się dzieje w przypadku ukochanego zwierzątka? Nie sposób zaprzeczyć, że Przyjaciel był obdarzony naszą miłością, a ta przecież nigdy nie ginie. Nie wiemy kiedy i jak się zobaczymy znowu, ale jeśli miłość jest wieczna i nie umiera, to się spotkamy.
