„Psy nigdy nie umierają, one śpią w Twoim sercu”
Przyszła do nas w drugim miesiącu życia,bez ogonka brutalnie obciętego, przeżyliśmy z Fasolą prawie dwanaście cudownych lat, dała nam nie tylko miłość ale całą siebie. Nasza Sonia-Fasolka, nasza cudna dziewczynka, nasze szczęście, wniosła do naszego domu całą siebie, całe sześć kilogramów miłości i radości. Z nami wszędzie, podróże w rożne kąty Polski, rowerem na działkę w koszyczku. Gdzie My tam i ona. Imprezy rodzinne, spotkania ze znajomymi, wszędzie z nami, byleby z nami a my z nią. Uwielbiała, nasza ratowniczka wodę i pływanie. Prawdziwa Tulanka do łózka, na podusię , na świeże pranie i do ukochanej Pańciusi na rączki. Do ostatnich chwil swego istnienia lubiła zabawę, wariacje na trawniku zwłaszcza z przyjacielem Kajtkiem czy przyjaciółkami Morką i kiedyś Dosią. Uwielbiała wizyty u Megi, schroniskowca naszej cioteczki, ich zabawy zważywszy na wagę (czterdzieści kilo Meguli) były wyjątkowe. I ten jej ciągły uśmiech na pyszczku, potem lekko wystający języczek i utrata zęba na dole. Nic to, była najcudowniejsza. Najpiękniejsze powitania pod słońcem, kółeczka, uśmiech od ucha do ucha i rytualne wylizywanie za pełna zgodą naszą. Uczłowieczyła wielu ludzi, nas zaangażowała w akcje pomocy dla zwierząt, jeszcze bardziej pokochaliśmy zwierzaki, niestety kosztem ludzi. Dała nam a my jej niezapomniane chwile, teraz śpi w sercu nasz ukochany Duszek. Żegnaj Sionki i do zobaczenia. Pańcia, Panciuś i Skarpetki