Norka, Misio, Pączuszek, Krokiecik.
Chciałam wybrać jedno zdjęcie Norki, ale ciężko było mi wybrać takie, które w stu procentach pokazywałoby jaka była. Każde ze zdjęć w tym kolażu niesie swoją historię i opowiada kawałek z jej życia, naszego życia.
Pamiętam pierwszy wspólny dzień. Gdy szła za mną na swoich malutkich łapkach i popiskiwała aby wziąć ją na ręce. Pamiętam, była taka malutka, że najmniejsza obroża w sklepie zoologicznym była na nią zbyt duża. Towarzyszyła mi każdego dnia przez ponad 15 lat. Była moim najlepszym przyjacielem i ważnym członkiem rodziny. Byłyśmy razem zarówno w dobrych jak i w złych chwilach. Norka była pocieszna, energiczna, kochana, przytulaśna, bardzo mądra i rodzinna. „Stado” zawsze musiało się zgadzać. Wtedy była najszczęśliwsza. Gdy przychodziło się do domu, tak się cieszyła, że razem z ogonkiem „chodziła” jej cała pupa. Lubiła stawiać na swoim. Wspólnie z rodziną śmialiśmy się, że jest małym terrorystą. Najsłodszym, ale jednak terrorystą 🙂 . Gdy chciała iść na spacer z całym „stadem” a nie tylko z jedną osobą, siadała na klatce i nie chciała iść dalej póki wszyscy się nie ubrali i nie wyszli razem z nią. Tak, uwielbiała spacery. To był czas jej zabawy i relaksu. Inne pieski biegały za piłkami albo patykami, Norka natomiast była szczerze zakochana we wszystkich kamyczkach. Spacer bez kamyczka to spacer stracony. Tak było do ostatniego dnia. Miała frajdę z biegania za kamyczkami, z szukania ich w trawie i znoszenia do domu aż uzbierało się niemałe pudło jej zdobyczy. W zimie kamyczki zastępowały śnieżki i też były fajne, chociaż nie można było zabrać ich do domu. W kontaktach z innymi pieskami była raczej na dystans, bardziej interesowali ją ich właściciele, bo zawsze ktoś posmyrał za uszkiem. Była ogromnym pieszczochem wkładającym swój zimny i mokry nos w dłoń (to był znak, że jest pora smyrania) i lubiła towarzystwo ludzi. Gdy przychodziła pora spania, w czasach młodości (i kilka razy jako seniorka) od razu pakowała się na łóżko. Oczywiście najlepiej całą sobą na poduszki, bo spanie w nogach nie jest takie fajne. Czekała wtedy na akceptację albo udawała, że jej tam w ogóle nie ma. Później człowiek musiał się gimnastykować, żeby uszczknąć choć kawałek poduszki, ale nie obudzić Norki. Gdy przyszła starość i na łóżko ciężko już było wejść, dostała jako dodatek do posłania swoją własną poduszkę w misie i było to wielkie szczęście. Na co dzień była bardzo radosna, ale przychodziły dni kiedy wypadało się wyczesać albo wykąpać i radość znikała w ułamku sekundy. Chociaż trzeba przyznać, że zabiegi pielęgnacyjne znosiła w nieszczęściu, ale z godnością. 🙂 Norka była też małym złodziejaszkiem. Gdy miała około roku ukradła ze stołu kuchennego całego surowego kurczaka. Kurczak był niewiele mniejszy od niej i chociaż niezbyt wiedziała co z nim zrobić, gdy był już na dywanie to radość ze zdobyczy była ogromna. W maju tego roku była na strzyżeniu, a gdy wróciła do domu poczułam od niej piękny waniliowy zapach ciastek. Pomyślałam „ale Pani doktor ma ładne perfumy”. Jakie było moje zdziwienie i rozbawienie, gdy kilka dni później nakryłam Norkę z głową w paczce z ciasteczkami waniliowymi. 🙂 Lubiła też towarzyszyć nam przy jedzeniu. Szczekała tylko w dwóch sytuacjach: gdy szykowało się jedzenie dla niej i gdy jedliśmy my, co miało za zadanie sprawić, aby choćby kawałeczek „przypadkowo” spadł pod stół. Była pełnoprawnym członkiem rodziny, w lodówce miała swoją własną szufladę, w łazience swoją własną półkę, swoje ulubione miejsca w każdym pomieszczeniu w domu no i oczywiście letnią „rezydencję” na balkonie, na której uwielbiała się wygrzewać. Na wakacje też jeździła i chociaż podróże samochodem nie należały do jej ulubionych, to „hop do wozu” budziło w niej radość. Była bardzo mądra. Miało się wrażenie, że rozumie wszystko co się mówiło. Naprawdę wszystko. Lubiła się przytulać, gdy pod dłuższej nieobecności przychodziłam do domu, siadałam w przedpokoju a ona już była gotowa aby się tulić. Trwałyśmy w takim uścisku około 10 minut i dopiero można było iść na spacer. Norka całe życie była bardzo dzielna. Przeszła kilka poważnych chorób i operacji, jedną w wieku 15 lat czego baliśmy się wszyscy i znaliśmy ryzyko (musieliśmy je podjąć to była operacja ratująca życie). Jakie było moje zdziwienie, gdy odebrałam ją tego samego dnia a ona- za zgodą lekarza -o własnych siłach dotarła do domu. Ja mogłam na nią liczyć w trudnych chwilach i ona wiedziała, że w swoich trudnych chwilach może liczyć na mnie. Wiedziała, że zrobię wszystko aby jej pomóc. Miała najlepszą opiekę weterynaryjną jaką mogłam dla niej wymarzyć w trudnych chwilach. Wszyscy walczyliśmy do samego końca. Niestety, przegraliśmy walkę z nowotworem. Ostatnimi czasy przez miesiąc byłyśmy na codziennych wizytach u weterynarza. Norka bardzo nie lubiła chodzić do lecznicy, było to dla niej bardzo stresujące i bała się, mimo tego, że byłam obok niej za każdym razem. Ostatni raz już się nie bała, sama podeszła pod gabinet czego nie robiła nigdy wcześniej. Wiem, że zrobiła to dla mnie, abym wiedziała, że ona wie i jest na to gotowa. Do ostatniego dnia była taka jak przez całe życie- radosna, mądra i dzielna. To ona dała mi siłę tego smutnego dnia i pokazała mi, że jest gotowa, by już odejść. Był to najsmutniejszy dzień w moim życiu, bo odszedł mój najlepszy przyjaciel, ale wiem, że teraz jest już zdrowa i w pełni sił biega za kamyczkami, które tak kochała i podkrada ciastka prosto z opakowania.
Dziękuję Ci Pączuszku za wszystkie wspólnie spędzone chwile, za miłość, szczęście i wsparcie, za całe 15 lat razem. Dziękuję za fantastyczną opiekę, którą otrzymała moja seniorka od Doktora Rafała Rzezaka, za to że walczył razem z nami do końca. Dziękuję Animal Park za możliwość godnego pożegnania członka rodziny. To niesamowicie ważne, że istnieje takie miejsce, a pracujący w nim ludzie są pełni ciepła i empatii. Dziękuję Panu Łukaszowi z Animal Park w Lublinie za opiekę nad Norką.
Mam nadzieję Pączku, że jest Ci tam tak dobrze jak w domu. Kochamy Cię.
Norka 25.02.2003 – 28.05.2018
