Nasza kochana Jessie, Jesinka, jak ją nazywaliśmy. Trafiła do nas w pierwszych dniach lipca 2001 r. gdy miała ok. 4 tygodni. To była malutka puchata kuleczka, chyba rasowa, ale sprzedawca, który miał w koszyku 2 psy i kota nie wiedział, co to za pies. Musiała chyba po oderwaniu od matki odbyć bardzo długą podróż, bo całe życie nerwowo reagowała na samochód, mimo że podróżowała z nami bardzo dużo. Zajmowała bardzo ważne miejsce w naszej rodzinie, kochała nasze dzieci i czwórkę naszych wnuków. Przyjście każdego z nas obwieszczała radosnym szczekaniem (czasami za głośnym), dlatego oduczyliśmy się używania domofonu. Kiedy „pan” wracał z pracy witała go szaleńczym tańcem radości, porównywalnym do tego, który widziałam w internecie , gdy pies witał pana wracającego z wojny, ona witała nas tak codziennie. Nie zawsze się słuchała, miała niezależny charakter. Miała piękną długą sierść, niestety na wiosnę trzeba ją było strzyc, bo nie znosiła czesania. Do końca, mimo swoich 16 lat, wyglądała jak młodziutki piesek. Ostatni rok wyglądał już trochę inaczej – nie biegała, nie szczekała, nie wskakiwała na łóżko, powoli gasła. Ratowaliśmy ją do końca. Odeszła 20 września 2017 roku w wieku 16 lat i 3 miesięcy, do końca otoczona naszą miłością.