BESSI Tuches Yorkshire terrier… nasze Szczęście!
Bessi to moja miłość, która pojawiła się u nas w domu w marcu 2005 roku jako 7 tygodniowy szczeniaczek. Od tego momentu moje życie zaczęło kręcić się wokół tej małej istotki. Była radosnym i pełnym energii pieskiem… ciekawa wszystkiego… z niespożytymi pokładami sił do wiecznej zabawy i pogoni za ulubioną piłeczką.
Szybko stałyśmy się nierozłączne. Gdzie ja tam i ona. Wspólne spacery, wyjazdy na wycieczki, rodzinne uroczystości, chodzenie do pracy, każde wakacje… spacery brzegiem morza… kopanie w piasku… wyjazdy w góry… zabawa na śniegu… Mówi się, że mały piesek lubi być noszony na rękach… nie ona, Besik zawsze chciał dreptać na własnych łapkach. Kiedy chciałam jej trochę ulżyć, gdy np. szliśmy doliną Kościeliska i wzięłam ją na ręce, ona od razu wyrywała się, by śmiało biec do przodu o własnych siłach. Dzielny Tygrys w małym ciele. Gdy nadeszło lato uwielbiała się „opalać” tak jak jej pani ;-), nawet w domu jak tylko wyszło słońce układała się przy wejściu na balkon, by łapać promyki.
Była cudownym, pełnym energii i woli życia pieskiem. Grzeczna i usłuchana. Wystarczyło jedno moje spojrzenie, a ona już wiedziała o co chodzi. Była malutką, piękną damą, która zawsze potrafiła się zachować, a jednocześnie pełną wigoru i chęci do zabawy. Wszechobecna i bardzo wszystkiego ciekawa… I stale… niezmiennie i bez względu na okoliczności wpatrzona w swoją panią. Ta niesłychana wierność, wielkie serce i oddanie bez reszty czyniło ją tak wyjątkową! Ogromne serce ukryte w małym ciałku, duże mądre oczka i stale merdający ogonek to była Bessi- moje codzienne szczęście. Była ze mną zawsze towarzysząc w wesołych i smutnych momentach mojego życia. Dawała radość nie tylko mnie, ale poprzez swoją ufność i otwartość do wszystkich powodowała uśmiech na wielu twarzach… Besik- malutki piesek, który kochał wszystkich. Zawsze z wielka ekscytacją witała gości pojawiających się w domu, a idąc w odwiedziny do kogoś, nie mogła się doczekać, kiedy otworzą się przed nią drzwi. Uwielbiała towarzystwo… najchętniej takie, które porzuca jej piłeczkę 😉 Ale lubiła też odpoczynek… łóżeczko… podusia i drzemka.
Była moim przyjacielem, który stąpał za mną krok w krok… przyjacielem na dobre i złe. Besik to najwspanialsze co mogło mnie w życiu spotkać… decyzja o jej zakupie była najlepszą jaka podjęłam. Mój pierwszy piesek… wielkie szczęście, maleństwo z ogromnym sercem… do końca walczyła, by być z nami. Przez 11 lat i 9 miesięcy była promyczkiem, który rozjaśniał szarość dnia codziennego… i pomimo jej wielkiego hartu ducha, woli życia, siły i moich starań to światełko zgasło na zawsze… za szybko! Teraz została tylko pustka, której nic nigdy nie wypełni. Nikt jej nie zastąpi. Cisza… brak tupotu małych łapek… nikt nie biegnie, gdy otwieram drzwi… nie wita merdając ogonkiem… nikt nie domaga się rzucania piłeczki… nie prosi o przysmaki… nikt nie idzie obok na spacerze… nikt nie leży obok na podusi… nikt nie czeka w kuchni na jedzonko… nikt nie przybiega, gdy coś się dzieje… i nikt nie przychodzi, by się przytulić… Pustka… Tylko tyle.
Besiczku! Byłaś najukochańszym pieskiem! Dziękujemy Ci za miłość, którą nas obdarzyłaś. Dałaś nam mnóstwo szczęścia i już na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci! Wspomnienia o Tobie będą stale nam towarzyszyć! Przytulam Cię jak zwykle- najmocniej na świecie! Zawsze będę Cię kochać! Do zobaczenia mój Pieseczku!
