Pedro
Przez 16 lat najwspanialszy przyjaciel, członek rodziny.
Mądry, łagodny, dostojny, towarzyski a jednocześnie indywidualista. Kot pacyfista.
Bardzo byliśmy do siebie przywiązani. Pokazywał mi to przywiązanie na każdym kroku. Czy ja mu się odwdzięczałam tym samym? Teraz myślę, że niewystarczająco.
W najtrudniejszych chwilach był moją jedyną radością i pocieszeniem.
Kochał miłością na jaką rzadko stać ludzi, bezwarunkową, bezinteresowną, wolną od egoizmu, aż do śmierci… wielka miłość i cierpliwość a taka krucha istotka…
Dziękuję Ci Pedro za Twoją miłość… bez niej moje życie byłoby do niczego.
Zawsze był ważny i kochany, ale dopiero kiedy go zabrakło zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo dużo miejsca, uwagi i emocji zajmował w moim życiu, w drobnych codziennych sprawach. Kiedy wracam do domu dziwię się, że mnie nie wita, kiedy zobaczę jakiś cień, kosmyk włosów, myślę, że to on. Wciąż spieszę się do domu, żeby nie był długo sam.
Nie stawiam szklanki z wodą na stoliku nocnym, żeby jej nie przewrócił.
Na każdym kroku wciąż jest, a jednak go nie ma.
Oglądam jego zdjęcia, dotykam ekranu, ale nie jest jak futerko… i nie ma zapachu, który zawsze mnie rozczulał…
Przyjaciele mi mówią, że żył długo i miał piękne życie. Nigdy się z tym nie zgodzę. Chciałabym móc go kochać i rozpieszczać przez kolejne 16 lat, dać wszystko to, czego nie zdążyłam albo nie potrafiłam dać wcześniej…
Jego choroba i śmierć to straszny cios. Walczyliśmy długo i każdy dzień był darem.
Był kiedyś troszkę grubaskiem. Kiedy wiozłam go do lecznicy ten ostatni raz, był jak piórko, jakby samo futro…
Po jego odejściu czuję się, jakby mi coś amputowano.
Pedro, życie bez Ciebie jest jałowe. Wróć kotku…
„…on wróci, choć pewnie w innym futerku…”
Franciszek Jan Klimek
