Po raz pierwszy zobaczyliśmy się w listopadzie 2000 r. Hipolit miał wówczas 4 miesiące. Ja 23 lata. Zarówno tata-kot, jak i matka-kot byli pięknymi dachowcami. Hipolit wówczas nie. Spojrzałam na tego małego „nietoperza”, zgarnęłam Go dłonią z podłogi, przytuliłam do piersi i poczułam, że ten mały brzydki, koci koleżka jest bardzo bliski mojemu sercu. Wkrótce po naszym pierwszym spotkaniu, Hipolita czekała przygoda życia-pierwsza podróż pociągiem do Warszawy. Już na jej początku, wymusił, kocim kwileniem, że chce podróżować nie w transporterze ale wśród ludzi. Stało się to zresztą rutyną w trakcie Jego kolejnych pociągowych podróży. Zawsze siedział na moich kolanach.
W swoim kocim życiu przemierzył tysiące kilometrów, w pociągach, taksówkach, aż wreszcie we własnym (w znaczeniu ludzkich opiekunów) samochodem. Podróże samochodem lubił najbardziej.
Hipolit był kotem, który kochał ludzi. Nigdy nie bywał w stosunku do nich nieprzyjacielski.
Najbardziej oddany był oczywiście nam – swoim ludzkim opiekunom.
Dziewięć miesięcy temu zachorował na PNN. Po dwóch bardzo ciężkich miesiącach walki, Hipolit stanął na łapy. Był bardzo silny i zdeterminowany, by żyć. My w tej walce także.
Z wenflonem i zabawnym, kolorowym plastrem od lekarza na łapie wychodził, jak zwykle na codzienne spacery. Cieszyły Go i przypominały o dawnych latach, gdy rozgryzał ochronną siatkę w oknie i uciekał na kocie randki. Przyprawiało nas to wówczas o zawał serca. Zawsze jednak wracał. Jego kocie dziewczyny także. Niejednokrotnie wołały pod oknem o kolejne spotkanie.
Hipolit zmarł 20 marca. Miał 14 lat.
Przespał z nami całą noc. To była bardzo trudna noc. Budził się i ciężko oddychał. Nad ranem, gdy zadzwonił budzik, podniósł głowę. Spojrzał w moje oczy. Chwyciłam Jego łapę. Z każdym oddechem ulatywało z Niego życie… i uleciało…
Hipolicie, gdy wracamy do domu, wydaje nam się, że wciąż czekasz przy drzwiach, by nas powitać. Gdy zasypiamy, tęsknimy za Twoim gramoleniem się pomiędzy nami.
Bardzo Cię kochamy i bardzo nam, i naszym bliskim Ciebie brakuje.
