Żegnaj Mrowczko

Pamiętam dzień, w którym Cię pierwszy raz zobaczyłam pod sanatorium. Byłaś drobniutką sunią z opuszczonymi uszkami, przypominającą z pyszczka surykatkę. Chodziłaś za wszystkimi i merdałaś ogonkiem z nadzieją, że ktoś da Ci kochający domek. Kiedy zabrali Cię do schroniska, było mi Ciebie bardzo żal. Po 3 miesiącach w schronisku przyjechałaś do nas.

Pierwsze, co zrobiłaś, to przyszłaś się przytulić do mnie. Byłaś kompletnym przeciwieństwem naszej poprzedniej suni. Mijał czas, a my Cię pokochaliśmy. Uwielbiałaś chodzić na spacerki. Znalazłaś każde drzewo, pod którym leżały żołędzie. Uwielbiałaś tę zabawę, czy to deszcz, czy słońce, czy zima, czy największy upał. Kochałaś wszystkich ludzi i dzieci. Miałaś swoje wady i zalety, ale i tak bardzo Cię kochaliśmy. Uwielbialiśmy słuchać, jak bawisz się piszczącymi zabawkami. Tak jak nas kochałaś, tylko jeśli.

Kiedy przestawałaś jeść, wiedzieliśmy, że spadła Ci choroba. Słabłaś coraz bardziej. Wiedziałam, że odejdziesz. Byłaś z nami ciałem, lecz duchem już Cię nie było. Już nie cierpisz, a my nie musimy patrzeć na Twój ból.

Dziękuję Ci, Aniołku, za te 7 lat, które spędziłaś z nami. Miałaś lepiej niż nie jedno dziecko. Codziennie ciepły, gotowany obiadek. Karmiliśmy Cię, przynosiliśmy picie. Byłaś dla mnie członkiem rodziny, siostrą. Serce pęka mi z bólu, że już nigdy Cię nie pogłaskam i nie przytulę, ale wiem, że nadszedł czas, by odejść na tęczowy most. Zawsze będę Cię kochać i na zawsze pozostaniesz w moim sercu i pamięci.