Misia, Misiulek, Żelka (wrzesień 2004 – 27 listopada 2019) – nasza mięciutka, mrucząca, mądrze patrząca i wszystko wiedząca przyjaciółka. Przeprowadziła się do nas z trzeciego pięterka w bloku na czwarte. Gdy miała 3 latka zaczęła nas odwiedzać po sąsiedzku, aż w końcu zabrała od swoich pierwszych właścicieli zabawki, kuwetkę, myszki i zamieszkała ot tak sobie, nie pytając czy może, bo wiedziała, że tak. I tak zamieszkała, a raczej to my zamieszkaliśmy u niej. Dawała nam w zamian pozwolenie na całowanie swojego słodkiego nosa. Zawsze wiedziała, o czym mówimy, czuła złość, niepokój, radość, a jak zaczynałam płakać była tak niespokojna w zachowaniu, że natychmiast przestawałam rozpaczać i przytulałam tego słodziaka. Uwielbiała jedzenie, szczególnie to, co stało na stole i dało się ukraść lub upolować. Anektowała wszystkie reklamówki, pudełka, pudełeczka, miski i pojemniki. Potrafiła w małe pudełko po telefonie zmieścić kawałek ucha i dwa wibrysy, a już była niewidzialna – to były jej słynne sztuczki ze znikaniem. Zajmowała kanapy, fotele w całości, a my mogliśmy tylko przysiąść. Stała się dla nas bohaterką, kiedy w listopadzie 2018 roku ciężko zachorowała, walczyła ze stanem zapalnym całego układu pokarmowgo, wyniki wskazywały na koniec, a ona nie poddawała się i pozwalała na wszystkie zabiegi, zastrzyki, kroplówki, podawanie leków itp. Błagaliśmy ją, chociaż o dwa miesiące, a ona dała nam jeszcze cały rok. Chłoniak zacisnął układ pokarmowy, ten drań zajął cały brzuszek. Nie chciała już walczyć, chciała odpocząć. Doceniliśmy jej decyzję i pożegnaliśmy w domu z lekarzem. Każdy dzień bez Misi, to tęsknota za nią. Urna z jej prochami daje namiastkę obecności i wrażenie mniejszego smutku po jej stracie.
Dziękujemy Ci Misialku za te wszystkie lata, za głośne mruczenie, podkradanie jedzenia, za zabijanie wszystkich worków i reklamówek, polowanie na nogawki spodni i ślinienie gościnnych butów.
Kochamy Cię bardzo.
