Lucky 20.09.10 – 05.08.20 [*]

Drogi Piesku, Piesełku, Mały.. Lucky, Lala, Lalunka… tak Cię nazywaliśmy… nasza pociecha…

Nie wiem nawet od czego zacząć… Nie przypuszczałam nigdy, że kiedyś będę pisać list do psiego nieba… do Ciebie.
Minął miesiąc odkąd nie ma Cie z nami..Do dziś nie mogę w to wszystko uwierzyć.. Najgorsza jest śmierć, która przychodzi nagle, bez zapowiedzi, bez żadnych symptomów i zabiera Ci to co kochasz najbardziej, tak okrutnie odbiera na zawsze. Ten okropny sierpień, te wszystkie wydarzenia… Gdy je sobie przypominam, mam wrażenie, że to sen, że to wszystko się nie wydarzyło, że to moje głupie myśli, tak nie realne, a jednak niestety prawdziwe.
Nic nie zwiastowało takiego biegu zdarzeń. To były pierwsze dni sierpnia, lał okropny deszcz, dopiero zapowiadali polepszenie pogody. Poszliśmy na późny wieczorny spacer, bo ciągle padało.. nasz wtedy ostatni, o czym nawet nie pomyślałam. Nie lubiłeś deszczu, byłeś taki smutny…Zawsze po spacerze uwielbiałeś się trzepać, tarzać, szarpać i bawić ręcznikiem. Wtedy było inaczej. Coś zaczynało być nie tak. Przyszedłeś do domu i zapanował smutek. Psu coś dolega… Byłeś chorowitkiem, ale od dłuższego już czasu wszystko było ustabilizowane, wyniki książkowe, pies pełen energii…radości… Nikomu nie przyszło do głowy, że nosisz w sobie coś, co odmierza powoli nasz ostatni czas razem. Gdybym wtedy wiedziała… ale nie wiedziałam. Zmyliło nas wszystko.Mogę tylko dziękować komuś, kto nad tym wszystkim czuwał, że byłam jeszcze wtedy w domu i nigdzie nie wyjechałam, że był samochód, którym pędziliśmy z Tobą do kliniki… To wszystko była kwestia jednego dnia.. Miałam chociaż szansę spróbować Cię uratować. Gdyby mnie przy tym nie było, nie wybaczyłabym sobie do końca życia. Przepraszam Cię, że się nie udało, że nie wróciliśmy razem do domu, że nie mogliśmy, chociaż przedłużyć Ci życia z nami, żebyśmy ostatni raz mogli wyjść razem na spacer, schować Ci w jeżyka twoje ulubione chrupeczki o które ciągle nas prosiłeś… pobawić się tak jak lubiłeś… Twoje wszystkie zabawki nadal czekają na Ciebie, ale Ty już nie wrócisz… Ile bym za to dała, żeby znów popatrzeć jak słodko śpisz, jak się cieszysz na nasz widok, jak patrzysz na mnie z balkonu jak wracam do domu, pogłaskać Cię, dotknąć twoją milusią sierść… porzucać ulubione zabawki, które potrafiłeś rozróżnić, pokazać Ci przez okno ptaszki, piesełki… potarmosić się, poganiać, posłuchać twojego szczekania, twojego wołania nas…Żebyś znów przyszedł i położył na mnie swoją główkę… Tak zwyczajnie żyć jak do tej pory, robić zwyczajne rzeczy tak dziś cenne, już nie osiągalne…wyjść na dworek, utulić Cię, dotknąć, usłyszeć. Miałeś tylko 10 lat… Tak nagle przyszło nam się rozstać. Wniosłeś tyle radości w ten dom, tyle energii, życia… Byłeś przy nas zawsze. Przy jedzeniu, przy myciu, przy spaniu. Chodziłeś za człowiekiem krok w krok. Rozumiałeś wszystko, co się do Ciebie mówiło i każdego dnia zaskakiwałeś nas swoją mądrością coraz bardziej. I te twoje mądre oczy. Nigdy nie sądziłam, że spotkam tak wyjątkowego psa i wiem, że drugiego takiego już nie będzie. Byłeś taką pociechą, cały dom skupiał się na Tobie. Byłeś naszą iskierką… Zawsze zastanawiałam się ile będziesz miał lat jak „dorośniesz”, ale Ty byłeś jak wiecznie młody…Twoja wieczna energia i radość, maskowały rozwój choroby. Nigdy przez myśl mi nie przeszło co będzie jak Ciebie zabraknie. Teraz już wiem..Wydawało mi się, że będziesz już zawsze, że nie dorośniesz, że się nie zestarzejesz… że zawsze będziesz takim zdrowym, aktywnym psem. Niestety los bywa okrutny. Nie dał nam się nawet pożegnać. Zabrał mi Ciebie z dnia na dzień. Tak bez pytania, bez przygotowania.. Miałeś tyle chęci do życia.. Do tej pory widzę twój wzrok, jak patrzysz na mnie z ramion Mamy, kiedy wnosiłyśmy Cię do kliniki.. wtedy jeszcze miałam nadzieję, że będzie dobrze. Niestety twój stan był bardzo ciężki… ale ja do siebie tego nie dopuszczałam…

Twoje serduszko zatrzymało się o 4.30 piątego sierpnia a moje po prostu pękło. Pozostał żal, pustka i smutek.I nic już tego nie zmieni…Dom bez Ciebie już nigdy nie będzie taki sam.. Każdego dnia zasypiam i budzę się z myślą o Tobie… Tak bardzo mi Ciebie brakuje…

Ostatni raz tuliłam Cię, kiedy chyba już nie byłeś do końca świadomy.. tak bardzo chciałeś wstać, ale łapki odmawiały posłuszeństwa.. Boże, a ja wtedy myślałam, że to tylko twój brzuszek Cię boli.. tak żałuję, że nic wcześniej nie zauważyłam.. Może przedłużylibyśmy Ci życie, może odszedłbyś w spokoju, wśród nas, a nie sam, z dala od domu, na zimnym stole, w obcych rękach, które próbowały Cię ratować.. Tak bardzo nie lubiłeś być sam… 🙁 Mam tylko nadzieję, że odszedłeś bez bólu, podczas snu… może śnił Ci się nasz dom, że jesteś w nim, przy nas… Tak bardzo żałuję, że nie wzięłam twojego ciałka na ręce po raz ostatni…Ucałowałam Cię tylko po główce za nas wszystkich,wygłaskałam… Tak ciężko było mi Cię wtedy opuścić, mimo że Ty byłeś już gdzieś tam na górze… Wybacz nam, że nie mogliśmy być przy Tobie w twojej ostatniej drodze do psiego nieba…

Teraz pozostały nam po Tobie tylko wspomnienia.. zdjęcia..filmy…Cały czas mam nadzieję, że to wszystko to tylko zły sen, z którego kiedyś się obudzę i znów tu będziesz. Mój malutki…Śpij i śnij… nie bój się… kiedyś się spotkamy. Mam nadzieję, że starszy Lucky i kotka Dusia wzięli Cię w swoją opiekę…że niczego Ci nie brakuje i że już nic Cię nie boli..że jesteś szczęśliwy.

Lakuniu… Codziennie o Tobie myślimy…Tak bardzo za Tobą tęsknimy… Kochamy Cię. Dobrze, że są ludzie, dzięki którym, możesz być przy nas już na zawsze. Mam nadzieję, że twoja psia dusza jest tu gdzieś pomiędzy nami.

Nigdy o Tobie nie zapomnimy. Do zobaczenia, Kochany.

Twoi na zawsze – Marta, Mama, Tata, Sebek