Sonia
25.05.2005 – 19.03.2018

Dziś opowiem Twoją historię innym..

Zabraliśmy Cie z wiejskiej budki gdy miałaś dwa miesiące, gdy Cie zobaczyłam wiedziałam że musisz być moja, mimo że byłaś najbrzydszym szczeniakiem świata – grubasek z za wielkimi uszami i szczurzym ogonkiem w mysio szarym sfilcowanym futrze a w oczach mały czortek. Nikt wtedy nie sądził że wyrośnie z Ciebie tak piękna, dostojna dziewczynka o jednym z najcudowniejszych charakterów.

Od małego byłaś zawsze pełna energii, uśmiechnięta i czerpałaś z życia ile się da każdego dnia, wyciskając je jak cytrynę. Zawsze było Cie wszędzie pełno, byłaś jak dziecko z nadpobudliwością ruchową, zaawansowanym ADHD, z wiecznie merdającym ogonem nawet gdy było źle. Wszędzie wciskałaś swój malutki nos, absolutnie wszystko musiałaś sprawdzić sama i absolutnie w każdej sytuacji musiałaś nam towarzyszyć. Zawsze byłaś radosną, rozszczekaną kulką radości z piszczącą piłką w pysiu. Przy Tobie nie dało się smucić i martwić, wyczuwałaś nasze nastroje natychmiast i zarzucałaś piłeczkami, całusami i przytulasami. Zawsze byłaś blisko i od zawsze łączyła Cie z nami wyjątkowa więź. Często robiłaś śmieszne rzeczy lub miałaś komiczne wypadki dzięki czemu często byłaś powodem naszego uśmiechu, nie dało się przy Tobie nudzić. Od szczeniaka uwielbiałaś pracować, zawsze musiałaś mieć coś w pysiu – piłkę, kamień, patyk, kasztan, jabłko, misia, cokolwiek. Od zawsze byłaś też wspaniałym kompanem, do wszystkiego, do leżenia w łóżku, do spacerów, wycieczek samochodowych, remontów mieszkania, oglądania burzy czy fajerwerek. Nigdy niczego się nie bałaś, tylko patrzyłaś z uśmiechem od ucha do ucha na pysiu i merdającym ogonem. Nigdy nie byłaś rozrabiaką, nigdy nie uciekłaś, nie wszczęłaś awantury, nie sprzątałaś trawników, nie nabroiłaś w domu. Uwielbiałaś zawsze leżeć w trawie, z piłką i obserwować wszystkich w koło z dostojnym spojrzeniem.

Od małego byłaś psem idealnym i bezproblemowym. Nigdy nie potrzebowaliśmy przy Tobie smyczy, pilnowałaś się nas sama idąc przy nodze. Od małego słuchałaś się wyjątkowo bardzo, choć zawsze miałaś swój charakter. Zawsze wiedziałaś jak się zachować, nawet w nowej sytuacji. Nigdy żadne z nas się nie martwiło tym jak zareagujesz, jak się zachowasz, mogliśmy zabierać Cie wszędzie bez obaw. Zawsze od innych psów stroniłaś, od obcych ludzi też, zawsze wybierałaś nasze towarzystwo i spędzanie czasu z nami i piłeczką. Od małego idealnie wszystko rozumiałaś, można było z Tobą rozmawiać niemal jak z człowiekiem, a nowych umiejętności uczyłaś się praktycznie natychmiast. Zawsze starałaś się wszystko wykonywać jak najlepiej, mimo że i tak we wszystkim byłaś zawsze najlepsza. Miałaś swój charakter, który każdy kochał. Zawsze się słuchałaś ale mimo to potrafiłaś postawić na swoim, a przy tym byłaś przeurocza i cudowna. Zawsze wiedziałaś jak wykorzystać swoje umiejętności aby osiągnąć swój cel.

Od małego byłaś ulubienicą wszystkich. Nas, bliższej i dalszej rodziny, sąsiadów, znajomych, przyjaciół a nawet lekarzy weterynarii, nie wspominając o nieznajomych osobach z miejsc w których się z Tobą pokazywaliśmy. Do dziś jesteś w pamięci tych wszystkich ludzi, którzy tęsknią, płaczą i wspominają Cie z uśmiechem. Jak dobrze że pamiętają Cie uśmiechniętą, pełną radości i słodkości którą w sobie miałaś do końca, z tą siłą, z wolą życia i piłeczką w pysiu. Na spacerach ludzie nadal dopytują gdzie jest ten uśmiechnięty piesek z piłeczką, mimo że minął już miesiąc jak Cie nie ma. Twoje czterołapne rodzeństwo też bardzo przeżyło Twoje odejście, cała trójka, ale bardzo starali się nas pocieszać po Twoim odejściu.

Gdy trzynaście lat temu zabieraliśmy Cie z budki, nie sądziliśmy że rozstanie będzie tak ciężkie, nawet mimo tego że cztery razy stałaś jedną łapą po drugiej stronie, więc powinniśmy w jakiś sposób przywyknąć do tej sytuacji. Z jednej strony przywykliśmy dzięki temu do myśli że kiedyś Cie stracimy, ale z drugiej nauczyliśmy się o Ciebie walczyć każdym możliwym kosztem, nie tylko tym finansowym. Nauczyliśmy się Tobą cieszyć każdego jednego dnia i walczyć o każdy kolejny. Gdybyśmy dziś stanęli przed tymi wszystkimi wyborami które musieliśmy podjąć, podjęlibyśmy je dokładnie tak samo, niczego nie żałujemy i nadal uważamy że było warto podejmować te walki o Twoje życie. Mimo że kosztowało nas to wiele, nie tylko finansowo, ale i emocjonalnie i życiowo. Nikt nie rozumiał dlaczego całe życie podporządkowaliśmy Tobie i absolutnie wszystko co robiliśmy było robione pod Ciebie, ale nie żałujemy tego i zrobilibyśmy to jeszcze raz. Zawsze byłaś naszą Księżniczką, naszą Królewną.

Dziś chcemy Ci podziękować, przeprosić i podzielić się Twoją historią z innymi. Chcemy podziękować za to że mogliśmy spędzić z Tobą trzynaście wspaniałych lat, że zawsze byłaś obok nas, że byłaś tak cudownym przyjacielem i członkiem rodziny. Podziękować za to że nigdy się nie poddałaś i zawsze walczyłaś z nami o swoje życie – nigdy nie spotkamy drugiej takiej istoty która miała tak silną wolę życia. Gdy miałaś pięć lat po raz pierwszy mogliśmy Cie stracić, dorwał Cie kleszcz i zaraził babeszjozą, niestety wtedy nie byliśmy tak doświadczonymi opiekunami i przeoczyliśmy wiele sygnałów. Mimo to udało się nam cudem wyciągnąć Cie z bardzo zaawansowanej choroby, choć ucierpiała na tym Twoja wątroba. Gdy miałaś dziesięć lat, czyli pięć lat później dopadł Cie kręgosłup i stawy biodrowe, a w tym samym czasie wykryliśmy u Ciebie chłoniaka o najwyższym stopniu złośliwości. Bardzo się wtedy baliśmy że Cie stracimy, ale lekarze na to nie pozwolili. Dzielnie przetrwałaś kilku miesięczną chemioterapię w trakcie której czerpałaś z życia garściami, a lekarze dawali Ci osiem miesięcy życia do nawrotu. Chłoniak nie wrócił i bardzo się z tego cieszyliśmy, ale po roku Twój organizm stanął przeciwko Tobie. Autoagresja, choroba autoimmunologiczna hematologiczna. Twój organizm w kilka dni wybił sobie prawie wszystkie czerwone krwinki. Do dziś pamiętam jak bardzo się baliśmy że Cie stracimy i jak bardzo źle z Tobą było. Podjęliśmy walkę razem z lekarzami, choć w pewnym momencie usłyszeliśmy że najprawdopodobniej z tego nie wyjdziesz. Wyszłaś i tym pokazałaś wszystkim jak bardzo chcesz żyć, jak wielką wolę życia masz w sobie, dziękuję Ci za to. Choć choroba pozostawiła ślady w postaci wtórnej niedoczynności tarczycy i poważnego zaniku mięśni w całym ciele. Przez rok walczyliśmy z Twoją krwią która trzymała się w ryzach tylko dzięki lekom, a ciało stawialiśmy na łapy domową rehabilitacją hydromasażem. Praktycznie tylko po to abyś mogła nadal czerpać z życia i biegać za piłeczką. Gdy już myśleliśmy że jesteśmy na prostej i nic złego nie może Ci się już przytrafić wykryliśmy gruczolakoraka wątroby. Po raz kolejny, cudem udało się wyciąć, choć bardzo się baliśmy. Wtedy byliśmy już prawie pewni że wyczerpałaś limit chorób w swoim życiu, że już nic nie może Cie dopaść, że już za wiele wycierpiałaś i wszystkie badania na to wskazywały. Ale po pięciu miesiącach pojawiły się dwa duże przerzuty na drogi żółciowe i stanęliśmy pod ścianą. Wiedzieliśmy że już nie jesteśmy w stanie zrobić nic, że nasze opcje się skończyły i że to już koniec. Całe szczęście praktycznie do końca udało się nam Cie zabezpieczyć przed bólem i dzięki temu do samego końca chodziłaś z merdającym ogonem i piłką w pysiu. Do samego końca kochałaś spacery, piłki i bieganie za nimi po trawnikach. Nawet gdy źle się czułaś piłkę miałaś obowiązkowo w pysiu i biegłaś przez pół osiedla na boisko aby choć raz pobiec za ukochaną piłką. Dziękujemy Ci że przez trzy ostatnie lata tak dzielnie walczyłaś z nami o swoje życie, że byłaś tak dzielna, że dawałaś wszystko przy sobie robić i dzielnie znosiłaś wszystkie badania i podawanie tony leków. Dziękujemy że zawsze przy nas byłaś. Dziękujemy że pokazałaś nam jak można czerpać z życia, nawet gdy jest źle. Dziękujemy że mogliśmy Cie mieć przez tyle lat. Chcemy też Cie przeprosić, przeprosić za to że się nam nie udało, że mimo wszystkiego co robiliśmy musiałaś odejść przez chorobę, przeprosić za ostatni dzień, że był tak beznadziejny, że byliśmy tak wystraszeni i sparaliżowani tym co się dzieje, że nic więcej nie mogliśmy zrobić poza podjęciem decyzji aby pomóc Ci przejść za Tęczowy Most. Wtedy, gdy wykryliśmy u Ciebie chłoniaka, nawet lekarze nie przypuszczali że przeżyjesz kolejne trzy długie lata.

Gdziekolwiek teraz jesteś, pamiętaj że zawsze byłaś idealna pod każdym względem i kochana całym sercem przez nas. Pamiętaj abyś zawsze była uśmiechnięta i merdała ogonkiem. Pamiętaj o tym że zawsze byłaś dla nas najważniejsza i zostaniesz w naszych sercach i pamięci do końca naszych dni.

Chcemy tu też podziękować Wszystkim którzy nas wspierali w trzy letniej walce o Ciebie, Twoim lekarzom – Karolinie i Jackowi, techniczkom Milenie i Ewie oraz właścicielowi kliniki Januszowi. Dziękujemy też pięknie zespołowi Parku Pamięci Animal, a w szczególności Panu Mateuszowi, który okazał nam wiele zrozumienia, współczucia i szacunku, który opiekował się naszym małym Serduszkiem w ostatniej drodze i podczas kremacji, oraz za osobiste odwiezienie naszej Soni do domu.

Będziesz w naszych serduszkach zawsze, nasza Królewno.