Poznaliśmy się gdy Gama miała 6 tygodni. Jechaliśmy do hodowcy, aby odebrać ostatnią suczkę. Na miejscu okazało się jednak, że mamy dwie do wyboru. Jedna z nich położyła się na podłodze niedaleko nas, podczas gdy druga biegała po pokoju, szarpała kable i zasłony i cały czas była w ruchu. Kiedy spytałem mojego syna, którą z nich wybieramy, bez wahania powiedział: weźmiemy tę małą „rozrabiarę”. Na początku było ciężko. Gamcia była cudowna, ale niszczyła meble i z upływem czasu nie bardzo chciała się uspokoić. Kiedy jednak, mniej więcej po roku, ten młodzieńczy okres minął już nigdy nie zdarzyło się, aby cokolwiek zniszczyła w domu.
Gama była naszym przyjacielem i dzieckiem jednocześnie. Codziennie spieszyliśmy się z pracy do domu, by jak najkrócej była sama. Ona odwdzięczała się tym, że witała nas w progu i zawsze miała dla nas „prezent”. Od kiedy nauczyła się otwierać kosz z bielizną, witała nas trzymając fant wyciągnięty z kosza, najczęściej jakąś skarpetkę. Traktowaliśmy to jak prezent, którym chciała nas przywitać.
Miała wiele imion. Nazywaliśmy ja Gamcią, Gamońkiem, Zwierzynką, Ślicznotą. Była inteligentna i bystra, ale też bardzo wrażliwa. Nie lubiła hałasu i tłumu. Szybko się uczyła i bezbłędnie wyczuwała nasz nastrój. Wystarczył najmniejszy przejaw naszego zdenerwowania, a Gama natychmiast wychodziła do innego pokoju. Kiedy jednak czuła, że jesteśmy smutni albo zmęczeni, to przychodziła nas pocieszyć. Kładła się wtedy jak najbliżej nas, a kiedy tylko miała okazję, lizała nas po twarzy. Jako szczeniaczek była duszą towarzystwa. Witała się z każdym pieskiem na spacerze. Lubiana była przez niemal wszystkich sąsiadów i znajomych z psich spacerów. Często nazywana była przez nich miss osiedla.
Spacery z Gamą nigdy nie były obowiązkiem, a zawsze przyjemnością. Nadawała sens wielu naszym działaniom. Mówi się, że psy upodabniają się do właścicieli. Może fizycznie nie, ale charakterem na pewno tak. Gama, tak jak my, uwielbiała las i wodę. To dla niej prawie w każdy weekend jeździliśmy do lasu aby pobiegać, bo w lesie lub nad wodą była ona najszczęśliwsza. Zawsze cieszyła się kiedy jechaliśmy w góry i chętnie pokonywała z nami górskie szlaki, nawet te najdłuższe. Każdy nasz wyjazd, wakacyjny czy weekendowy, planowaliśmy w taki sposób, aby Gama mogła pojechać z nami i aby miała dużo swobody. Bardzo lubiła jeździć samochodem. Nazywaliśmy ją rejestratorem drogi, bo większość czasu podróży wyglądała przez okno, jakby chciała zapamiętać cała trasę.
Tak jak my lubiła też muzykę. Zwykle kiedy brałem do ręki gitarę, aby trochę poćwiczyć, kładła się koło mnie, a niekiedy rytmicznie pomrukiwała, jakby chciała muzykować razem ze mną.
Odeszła od nas przedwcześnie i nagle. Mieliśmy jeszcze tyle wyjazdowych planów i nadzieję, że będzie z nami jeszcze przynajmniej kilka lat. Straszna choroba przyszła podstępnie i w sposób niezauważony. Kiedy po tygodniu badań doktor postawił wreszcie właściwą i straszną diagnozę, wciąż mieliśmy nadzieję, że uda się ją ocalić. Gasła ona jednak, wraz z Gamą, z godziny na godzinę. Ostatnie 3 dni jej życia wypadły podczas naszego zaplanowanego wcześniej urlopu, na który mieliśmy wspólnie wyjechać. Pozostaliśmy jednak w domu, dzięki czemu mogliśmy całe te ostatnie dni i godziny spędzić razem, nie odstępując jej na krok, także w nocy. To był dla nas bardzo ważny okres. Czas na to, by się z nią pożegnać i okazać jej naszą miłość. Za te niespełna 9 lat szczęścia, które nam dała, na zawsze pozostanie w naszych sercach i naszej pamięci. Ludzie często dają swoim kolejnym pupilom to samo imię, ale dla nas Gama była tylko jedna i to imię na zawsze pozostanie zarezerwowane tylko dla niej.
