Misia nasza kochana.. Była naszą radością, pozostała wesołym psiakiem. Kochała ludzi, skradła nasze serca. Uwielbiała wodę – mogła bawić się w rzece godzinami, czasem ukradkiem uciekała, żeby się wykąpać, ale szybko przybiegała, bo nie lubiła być sama. Kiedy jej koleżanka Pusia wykopała dołek, Miśka bez zastanowienia zrobiła do niego kupę. Potrafiła kopać piłkę, jak wytrawny piłkarz, sypiała w pergoli na leżaku, a kiedyś ukradła mnóstwo krówek, schowała je sobie w ogrodzie i wyciągała po jednej, a my się zastanawialiśmy, skąd wszędzie papierki.. Była najpiękniejsza, gdy urosły jej kudełki i była taką dużą kulką. Nabierała elegancji po ostrzyżeniu, ale i tak kochaliśmy ją „zarośniętą”. Gdy przyjeżdżałam, zaglądała do toreb, szukając zabawek, które teraz leżą rozniesione po całym ogrodzie, a ja nie umiem ich zabrać, jakby to oznaczało już ostatecznie, że Misia nigdy nie wróci.. Ale nie zabawki, tylko los sprawił, że nie wróci. Wierzę, że jest w zwierzątkowym raju, tam, gdzie inne nasze pociechy. Te zabawki sprawiały jej taką radość, jakby dostała nie wiadomo co.. Dziś niechcący nastąpiłam na piszczącą kiełbaskę i łzy napłynęły mi do oczu.. Kochamy Cię, Misiu, i zawsze tak będzie.
