Kłopot nie był zwykłym psem.
Zreszta- nie ma zwykłych Psów. Foksterier mylony z pudlem. Niejednokrotnie nazywany owieczką. Nieważne. Kochałam Go całym sercem. Cieszyłam się, płakałam roniąc łzy w jego kędzierzawą sierść.
Kłopot lubił uciekać. Chodzić swoimi ścieżkami. Nieraz był wyzywany od łajz, ale za każdym razem szukany z duszą na ramieniu. Przecież takiego Przyjaciela nie można stracić. Wracał. Zszargany,brudny o wątpliwej woni, ale zawsze był.
Kłopot..jak inaczej nazwać stworzenie,które przywieziono nam w kartonowym pudełku w najmniej odpowiednim momencie. Białej, małej nieporadnej kulce ulewał się pokarm, Jamniczka Zulka nie chciała nawet słyszeć o nowym lokatorze, nie zawsze było różowo. Został. Wypieszczony, ukochany Pies. Zapomniałam, że jest Psem. Towarzyszył mi zawsze. Biegał z Tatą po lesie, a kamień był dla Niego ukochaną zabawką. Łączyła nas niezwykła wieź. Kochał ruch, przestrzeń, spacery.
Kiedy nagle odszedł ukochany Tata, stał się ciepłym połączeniem przeszłości z dzisiaj, z trudnymi chwilami, z którymi przyszło się zmierzyć. Razem było łatwiej. Wiedział o mnie wszystko. Ufał mi i czuł się przy mnie bezpiecznie. Ja też mając Go obok czułam się spokojna.
Przyszły dni, kiedy odeszła Zula, zabrakło Taty, przyszedł czas na przeprowadzkę. Klopsik okazał niezwykłą wierność. Mimo dużych zmian nie buntował się. Chciał być przy mnie, niezależnie od miejsca.
Kamień cieszył do końca. Z wywalonym różowym językiem ganiał ponad swoje siły, przynosząc ciągle tą samą zabawkę. Byliśmy nad morzem, nad jeziorem. Mieliśmy zwiedzić razem cały świat. Jednak Kłopuś zaczął coraz bardziej lubić wtulać się w pachnącą pościel, przytykać nos do ludzkiej dłoni.
Miało być wszystko dobrze,ale..znalazłam kolejnego guza. Guz w małym ciałku mojego kochanego Psa. Zadrżałam. Zrobiłam wszystko. Cztery operacje, leki, wszystko stało się tak szybko. Usłyszałam w końcu, że nic więcej się nie da. Nie da się. Opieka paliatywna, każdy dzień i każda noc przy Przyjacielu. Musiałam to przerwać. 12 lat (2004-20.12.2016) najpiękniejszej przyjaźni. Zrobiłam to z miłości, bo już nic więcej nie mogłam mu dać.
Ostatni dzień był nasz. Dla nas. Zaciskałam mocno zęby, żeby nie pokazać mu smutku. Wszystko wyjaśniłam. Był spokojny, a ja tuliłam Go do ostatniego tchu. Znów pękło mi i tak polepione już serce.
Teraz przypominam sobie, wchodząc do domu, merdającą krótką kitkę. Z uśmiechem na twarzy wspominam każdy dzień. Tak. Psy maja jedną, dużą wadę. Żyją za krótko, ale czas, który dajemy sobie wzajemnie to ogromna lekcja. Oddania, empatii, cierpliwości, odpowiedzialności. Za te lekcje dziękuję mojemu Psu.
I dziękuję Wam, Animal Park za zrozumienie, współczucie i pośrednią pomoc w pożegnaniu się z Kłopotem. Na takie pożegnanie zasługuje każdy Przyjaciel.

Chcę wierzyć, że Tęczowy Most istnieje, a Ty, Fofulku jesteś w najlepszym Towarzystwie. Przecież..jeszcze się spotkamy.

Kocham Cię, Kłopotku- Ida