On wróci

Zapłacz

kiedy odejdzie, jeśli Cię serce zaboli, że to o wiele za wcześnie choć może i z Bożej woli.

Zapłacz

bo dla płaczących niebo bywa łaskawsze lecz niech uwierzą wierzący, że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz

kiedy odejdzie, uróń łzę jedną i drugą, i – przestań nim słońce wzejdzie, bo on nie odszedł na długo.

Potem

rozglądnij się wkoło, ale nie w górę, – patrz nisko i – może wystarczy zawołać, on może być już tu blisko…


A jeśli ktoś mi zarzuci

że świat widzę w krzywym lusterku

to ja powtórzę:

on wróci…

Choć może w innym futerku…

Pamiętam jakby to było dzisiaj, jechałam z synem na Stadion 10-lecia po persa, obeszliśmy cały stadion i nic, w końcu podjęliśmy decyzję, że wracamy do domu. Kierując się w stronę podziemia do tramwaju stała kobieta z koszykiem, a w nim kociaki, zostały 3 wolne, z wyglądu zaniedbałe i mizerne. Syn zdecydował, że weźmie właśnie tego kociaka… już nie chciał słyszeć o persie – „Ten i żaden inny” usłyszałam, niechętnie się zgodziłam.

Kicia okazała się być przecudowną kotką o wielkim sercu, każdego ranka witała nas przytulając się i mrucząc. Gdy ktoś wracał z pracy, ona zawsze była przy drzwiach, gdy się do niej mówiło, słuchała i odpowiadała miaucząc, jakby wszystko rozumiała. Uwielbiała syna, ciągle siedziała u niego na kolanach, domagając się pieszczot… czasami miałam wrażenie, że traktuje go jak własnego syna, nie spuszczała go z oka, tam gdzie syn, tam i ona, noga w nogę, wszędzie razem. Nawet gdy coś zbroiła i nakrzyczało się na nią, szła gdzieś w kąt, a za chwilę już była, nie potrafiliśmy długo gniewać się na nią.

24 wrzesień – ten okrutny wieczór – Kicia nagle dostaje paraliżu tylnych łap, w klinice stwierdzają zator.

Kicia była z nami przez 13 lat.

Kochałam ją bardzo i nadal kocham – w domu pusto, a w sercu smutek i żal…

Brakuje nam Ciebie… wróć…

Edyta i syn Kamil. Warszawa