K: Lupo. Najwspanialszy przyjaciel, niezwykły pies. Przez prawie 14 lat członek rodziny, a teraz wszystko go przypomina. Choć wiem, że już nic cię kochany nie boli, pusto bez ciebie!

A: Lupo był dla mnie nie tylko psem, ale najlepszym i najwierniejszym przyjacielem, „braciszkiem”, z którym dorastałam. Będę zawsze z uśmiechem wspominać spędzone razem lata i wspólne chwile – zarówno te, gdy był młodym, szalonym psem: kiedy chrapał jak pijany marynarz pierwszego dnia w nowym domu, gdy zjadł buta koleżanki babci, gdy jak ninja cichaczem zdejmował jedzenie ze stołu, jak i te, gdy był już starszy i stateczny: gdy spał sobie z pysiem wciśniętym między poduszki, gdy mimo choroby zawsze znajdował siłę sępić o jedzenie i bacznie patrolować przez okno swój teren. Chociaż widziałam, że bardzo cierpiał przez ostatni czas choroby, miałam nadzieję, że będzie z nami jak najdłużej. I tak było, walczył do końca, bo nigdy się nie poddawał. Nasz mały „fighter”.

H: Gdy jestem sama w domu to jest w nim taka cisza, że aż zaglądam, czy przypadkiem nigdzie nie śpi. Brak mi tupotu jego łapek po panelach. Gdy przynoszę zakupy odruchowo je chowam, żeby nie wsadził w nie pysia. Cały czas wydaje się, że gdzieś jednak jest, pamiętam o spacerach. A gdy wchodzę na klatkę nadsłuchuje, dlaczego nie szczeka. Strasznie smutno bez niego, bardzo mi go brak.

Zawsze będziemy Cię bardzo kochać i nigdy o Tobie nie zapomnimy. Poczekaj tylko na nas za Tęczowym Mostem.