Firka
Siedzę na balkonie. Patrzę w niebo
i próbuję zrozumieć tor lotu ptaków.
Gdybym nawet odkrył formułę rządzącą
tymi krzywymi, niczego bym nie zrozumiał.
Ona rozumiała.
W bladym świetle księżyca liczyła gwiazdy.
W słońcu przyglądała się obłokom.
W deszczu liczyła krople wody na szybie.
Czasami pytała o drogę stojąc na środku pokoju.
Czasami odpowiadała na nie zadane pytania.
Czasami nic nie robiła. Tak dla zabawy.
Czasami próbowała się umyć. Tak dla urody.
I zawsze chciała spróbować mojej kawy.
Skacząc z fotela na regał przeczyła
prawom fizyki. Studiowała obrazy i fotografie.
Czasami słychać było ciche westchnienie, a
jedynym komentarzem było machnięcie ogonem.
Gdy pisała wiersze, zamykała się w wiklinowym
domku i nie można było jej przeszkadzać.
Takie wielkie serce…
Takie ciche ostatnie uderzenie…
Taka wielka pustka…
